środa, 9 lipca 2014

PEKA

Jako poznanianka i osoba korzystająca ze środków komunikacji miejskiej, pragnę w imieniu swoim, a także w imieniu wszystkich poznaniaków, podziękować włodarzom naszego miasta, za twór zwany PEKĄ… Ażeby doprecyzować, bowiem twór jest złożony, szczególne podziękowania należą się za to, co zafundowano nam od 1 lipca w związku z „rewolucyjnymi” zmianami, mającymi ułatwić wszystkim życie. Palec pod budkę, komu ułatwiły!!!
Jako przykładna mieszkanka naszego miasta, kartę wyrobiłam sobie jakieś półtora roku temu i korzystałam z niej od czasu do czasu, ładując tzw. sieciówką (ostatni raz w marcu; a co! miałam gest!). W pierwszym dniu „rewolucji”, czyli 1 lipca, chcąc się przemieścić z punktu A do punktu B tramwajem, postanowiłam zasilić moją kartę pewną kwotą (sieciówki w tym momencie nie potrzebuję), zatem weszłam do osiedlowego sklepiku, zaopatrzonego na drzwiach w stosowną naklejkę, informującą, że właśnie tutaj owej operacji mogę dokonać.
Pani jeździła przez chwilę po czytniku moją kartą, po czym oznajmiła, że niestety, operacji dokonać nie można, gdyż karta jest…nieaktywna! I tutaj posiadłam wiedzę, że to, iż posiadam kartę, to pikuś! Kartę, mimo że ważna, należy aktywować!!! Musi to zrobić każdy posiadacz karty, bez względu na to, kiedy ją wyrobił! Każdy!!! Czyli tysiące, jeśli nie setki tysięcy (bo przecież z kart korzystają też osoby spoza Poznania, dojeżdżające do pracy lub szkoły) pasażerów! Ale problem polega na tym, że nie można jej aktywować ani w kioskach i sklepikach, ani przez Internet, a jedynie w głównych punktach ZTM, których jest niewiele :/
Cóż, pomyślałam sobie, śmignę na Rondo Rataje… A tam niespodzianka! Tłum ludzi, kolejka, jak za czasów komuny, kiedy rzucali papier toaletowy lub kawę do sklepów. Odpuściłam i zostałam zmuszona zakupić zwykły bilet papierowy, za który nieźle przepłaciłam, ponieważ czas podróży oscylował w granicach 15 minut, a jakiś kretyn wpadł na pomysł, by zlikwidować bilety 15-minutowe i 30-minutowe, wprowadzając „10” i „40”! Przed 1 lipca na trasie „A>B i B>A” skorzystałabym z dwóch „15”, a teraz musiałam kupić dwie „40”!
W kolejnych dniach moje wycieczki na Rondo Rataje kończyły się powrotem „z niczym”, bowiem o którejkolwiek godzinie bym nie poszła, witały mnie kolejki jeszcze dłuższe, niż dnia pierwszego, a że czas swój cenię bardzo, odpuszczałam. Aż tu przedwczoraj po południu dostaję SMS-a od mojej Dalii mniej więcej o treści: „Mama, przynieś mi na Rondo coś do picia, bo stoję w kolejce po aktywację karty i za chwilę padnę”. W trosce o dziecko, złapałam butlę z wodą i w trzydziestokilkustopniowej spiekocie pognałam do punktu ZTM z nadzieją, że przy okazji aktywuję swoją…
Już pędząc przez podjazdy do autobusów widzę tłum ludzi, wypełniających szklane „akwarium” i kolejkę wijącą się kilkanaście metrów poza drzwi. Przeciskam się przez tłum upoconych i zmarnowanych stojących, by odnaleźć swoje dziecko, ale jej nie widzę, mimo, iż wylazłam drugą stroną, wprost na sklep „Merlina”, gdzie… wije się druga kolejka!!! Wlazłam ponownie do środka, łapię za telefon, by namierzyć dzieciaka i słyszę w słuchawce: „Matka, jestem za tobą”. Jest! Kuka zza jakiegoś faceta, półtora metra ode mnie. Cóż, przy wzroście 157 cm moje pole widzenia jest mocno ograniczone, bo z reguły widzę na poziomie czyjejś klatki piersiowej, a bywa, że i pępka :D
Poję dziecię i każę jej usiąść na jedynym, osamotnionym, tapicerowanym krześle, które zadziwia mnie tym, że jest wolne w takim tłumie stojących. Dopiero po chwili dociera do mnie, że klapnięcie na nim w takim upale, grozi wielką, mokrą plamą na tyłku…
Stoimy…
- Dalia, a dlaczego my stoimy w stronę tego korytarzyka, w stronę tej „ślepej uliczki”?
- Bo tam jest tylko aktywacja karty.
Yyyyyy!!! Wychylam się z tłumu przed stojących przed nami i widzę gdzieś z przodu maleńki stoliczek, a przy nim na krzesełku, przed laptopem, młodą kobietę, aktywującą ludziom karty! Rozumiecie to?! Nie w jakimś okienku, tylko zwyczajnie – wśród tłumu oczekujących!!!
Yyyyyy!!! I kolejny szok! Dowiaduję się od Dalii, że ten tłum w „akwarium”, to właściwie trzy kolejki!!! Pierwsza, w której stoimy – do aktywacji karty. Tam, gdzie aktywujesz, nie możesz karty zasilić; możesz to zrobić tylko w okienku, więc po aktywacji czeka cię stanie w kolejce numer… 2?! Pudło! A nie, bo to jest właściwie kolejka numer… 3!!! Okazuje się, że po aktywacji przy stoliczku, dobrze jest ustawić się w kolejce numer 2, tuż przy wyjściu na perony, gdzie przy czytniku stoją wolontariuszki, które sprawdzają, czy… karta się dobrze aktywowała, ponieważ okazuje się, że czasami coś idzie nie tak i po odstaniu swojego w kolejce nr 3 po doładowanie, możesz się rozczarować, odchodząc z niedoładowaną kartą i sugestią, że masz udać do siedziby głównej ZTM na Matejki w celu wyjaśnienia, dlaczego rewolucyjny system PEKA cię nie chce!:/ Stojąc do czytnika po aktywacji (a więc w kolejce numer 2), byłam świadkiem dokładnie takiej sytuacji, kiedy to chłopak przede mną, po odstaniu kilku godzin na Rondzie, został odesłany właśnie do „paszczy lwa”…
Ale wracajmy do kolejki „aktywacyjnej”… Ciesząc się początkowo, że w miarę sprawnie to idzie, zostałam szybko sprowadzona na ziemię, ponieważ system aktywacyjny uległ zawieszeniu! Na jak długo – nie wiadomo. Podobno często się zawiesza; raz na dłużej, raz na krócej… Stoimy… Cierpliwie…Zdesperowany chłopak z tyłu kolejki próbuje rozładować napięcie i proponuje z humorem, żebyśmy zaczęli grać w „głuchy telefon”. Będzie wesoło :D
Czas oczekiwania na „odwieszenie” wykorzystuję na wypełnienie oświadczenia o tym, że tutaj mieszkam, tutaj płacę podatki, w związku z czym mam prawo do parozłotowej zniżki na tzw. „bilecie metropolitalnym”. Oczywiście, na oświadczeniu nie omieszkano mnie postraszyć, że mogę zostać „prześwietlona” pod kątem mojego zeznania podatkowego…
Aaaaa, a wracając do „biletu metropolitalnego”! To dopiero jest jazda! Jakieś dwa miesiące temu, w broszurce informacyjnej, wrzuconej do mojej skrzynki, natknęłam się na zdjęcie uśmiechniętego naszego Prezydenta Grobelnego, a pod nim informację, że to właśnie on wymyślił nazwę „bilet metropolitalny”! Panie Prezydencie, cóż za kreatywność słowotwórcza! Nie wiem, ile nocy Pan nie spał, rozmyślając i tworząc, ale niestety, sukcesu Pan nie odniósł. Widząc bowiem zmagania klientów w kolejce nr 3, próbujących wypowiadać w stronę kasjerki: „bilet mertooopolipolitapo…”, „bilet metropopoplitarny..politalny”, współczułam zarówno jednym, jak i drugim. Kasjerki z wyrozumiałością, bez słowa, skinieniem głowy, dawały do zrozumienia: „Nie trzeba. Kumam.” Chwała też ZTM-owi za to, że kasjerki siedzą za szybką, bowiem pod koniec dnia mogłyby spłynąć w potokach śliny klientów, próbujących wymówić tego słowotwórczego gniota… A przy okazji nazewnictwa! Kolejne „podziękowania” za nazwę „tPortmonetka”, bowiem chyba nikt z mieszkańców Poznania do dzisiaj nie wie, jak poprawnie to wymawiać: „tportmonetka” czy „teportmonetka”. Gratulacje! Należy jednak mieć nadzieję, że poznaniacy szybko ułatwią sobie życie i wymyślą nazwy własne, podobnie jak stało się z popularnym „Chlebakiem”, którego już chyba nikt nie nazywa PCC…
Ponownie wróćmy do kolejki „aktywacyjnej”, ponieważ…Jeeeeest!!! System się odwiesił!!! Kolejka początkowo ruszyła ospale, niczym w słynnym wierszu o lokomotywie, by po chwili nabrać tempa i dość szybko znalazłyśmy się przy maleńkim stoliczku… Szok! Pozytywny szok!!! Przy stoliczku siedzi niezwykle sympatyczna kobieta, uśmiechnięta, wyluzowana, pozytywna w każdym calu, z przypiętym do bluzki identyfikatorem: „Wolontariusz”! Sprawnie aktywuje kartę, przyjmuje oświadczenie, wyjaśnia… Kap! O, kurczę! Coś mi przeleciało przed oczyma! Deszcz pada? W środku?! Zerkam w górę. Kapie z klimatyzacji! Kap! Kap! Zerkam w dół. Obok biurka, tuż przy nodze wolontariuszki, granatowe wiaderko plastikowe, do którego powolutku sobie kapie! Kap! Krople lecą kilkanaście centymetrów od lewego łokcia wolontariuszki! Ja cię!!! Podziwiam, bo ja bym nie mogła pracować w takich warunkach! Wnioskuję w imieniu mieszkańców miasta Poznania o uhonorowanie tej pani jakąś nagrodą, bo to anioł w ludzkim ciele! Naprawdę! Bez ściemy!
Po aktywacji naszych kart idziemy do kolejki nr 2 w celu sprawdzenia. Jest! Udało się! Teraz Dalia powinna stanąć w kolejce nr 3, aby załadować sieciówkę, ale mamy przy sobie odpowiednią ilość gotówki, więc wpadam na pomysł, by zaryzykować i udać się do kiosku po drugiej stronie ulicy – tam za gotówkę można było ładować przed „rewolucją”… Udało się!!!
Tak sobie myślę, że wygrali ci, którzy od 1 lipca wyjechali gdzieś na wakacje, ponieważ uniknęli boomu na punkty ZTM.  Kiedy wrócą, może już się to wszystko rozładuje… A ci, którzy nie mieli tego szczęścia? Cóż, władze naszego miasta zafundowały im inny rodzaj „wypoczynku” – wczasy, a raczej… półkolonie, pod nazwą „Gra Miejska, czyli… Survival z PEKĄ”… Kto jeszcze nie skorzystał, zapraszam do punktów ZTM :)
Pozdrawiam :D

***
Jeśli szaleć, to na całego - "Bohemian Pillow", czyli kolejna poduszka uszyta w technice 'crazy patchwork'. Wymiary: 40 x 40 cm.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz