niedziela, 17 sierpnia 2014

Dla Natalki

Kiedy kilka tygodni temu Pani Dorota z Krakowa zwróciła się do mnie z prośbą o uszycie aplikowanej makaty z kieszeniami pomyślałam, że po raz kolejny będę musiała tłumaczyć się z tego "dlaczego to jest takie drogie". Inspiracją klientki była bowiem ta makatka:
Aplikacja maszynowa, haft ręczny, kieszonki - jednym słowem bardzo dużo dłubaniny. Moje obawy okazały się jednak bezpodstawne, gdyż Pani Dorota należy do nielicznej w dzisiejszych czasach grupy "klientów świadomych", jak ja to nazywam. Klientów, którzy zdają sobie sprawę z tego, że artysta to przedsiębiorca, który musi płacić ZUS, podatki, jeść, pić, mieszkać, ubrać się na cztery pory roku i miewa też rodzinę, którą musi utrzymać. W jednym z maili napisała do mnie: "W naszym kraju, niestety, artyści są niedoceniani. Wiem coś o tym, ponieważ moja córka jest wiolonczelistką." Zastanawiam się, dlaczego tak jest, że ogromna część społeczeństwa uznaje artystów i rękodzielników za ludzi żyjących powietrzem, bez zobowiązań, beztrosko i z potrzebami sprowadzonymi do minimum?
Wróćmy jednak do makatki :) Ma być prezentem dla maleńkiej Natalki, która właśnie przyszła na świat w dalekiej Kanadzie. Temat przewodni - "wierna kopia" pewnej wsi pod Krakowem, która ma w przyszłości przypominać młodej damie, że "stąd jej ród" i tutaj właśnie mieszka duża część kochającej ją rodziny. Szyłam ją na podstawie zdjęcia i... własnoręcznego rysunku Pani Doroty! Fajne jest też to, że mogłam wyjść poza "kolorystykę dziecięcą", przyjętą w naszym kraju za normę, czyli niebieski i różowy :) W trakcie szycia pomysł klientki rozszerzył się o imienne literki i zwierzaczki do makatkowych kieszonek. Efekt na zdjęciach.













1 komentarz: