piątek, 19 września 2014

Szukam chałupy!

Chcę kupić chałupę na wsi! Starą, do remontu, z kawałeczkiem ziemi. W sumie tylko na coś takiego mnie stać :) Muszę w niej zamieszkać i remontować... Wiem, wiem - wszyscy radzą, by budować od podstaw, bo remont starej kosztuje dwa razy tyle, co wybudowanie nowej, ale w mojej sytuacji jest to opcja nie do przyjęcia.
Dokładnie rok temu przymierzałam się do zakupu domku dla mnie idealnego - w lesie, między Słupskiem a Czarną Dąbrówką. Właściciele chcieli sprzedać ogromne siedlisko, dzieląc je na działki. Ja przymierzałam się do tej z domem :) I kiedy już, już wszystko było ugadane, ja prawie "zadomowiona" - trach! Postanowiono sprzedać wszystko jednemu klientowi, który swoją ofertą powalił wszystkich startujących do poszczególnych działek. Mi pozostało do odebrania kilkanaście starych krzeseł (zbieranych w okolicy), które tkwią na strychu u mojego niedoszłego sąsiada... i czekają na chałupę :) 
Gdybyście więc słyszeli o chatce, czekającej na kogoś, kto przywróci ją do stanu świetności, to poproszę o prywatną wiadomość ;)

A tymczasem nadal szyję worki przedszkolne...








poniedziałek, 15 września 2014

Czy łatwo szyć dla pasjonatów?

Zdarza się, że jakiś pasjonat zwróci się do mnie z prośbą, bym uszyła coś "pod niego". Z jednej strony nie jest to łatwe zadanie, bo kiedy pytam o oczekiwania wobec produktu finalnego, słyszę zazwyczaj: "Eeeeee, yyyyyy, mmmmm.... no nie wiem, ale przecież coś wymyślisz". Z drugiej strony daje mi to pole do popisu, niczym nieograniczoną swobodę działania i rozbudza kreatywność, gdyż muszę się nieźle nagimnastykować, by wejść niejako w świat rzeczonego pasjonata. Wtedy rozumiem aktorów, przygotowujących się do nowej roli :)
Kilka miesięcy temu moja przyjaciółka poprosiła o uszycie torby - dużej, koniecznie "z fioletem", koniecznie z wieloma kieszonkami, na solidnym, regulowanym pasku, którą można nosić również w ręku, z mocnej, solidnej tkaniny. Dziewczyna uwielbiająca swoją pracę w pewnym biurze podróży, z którym czuje się silnie związana, więc marzyła o tym, by na torbie walnąć jakieś logo, ale w sposób... odjazdowy :) Wymyśliłam torbę typu 'messenger', z fioletowej i czarnej codury, odszytą wewnątrz wzorzystą podszewką (mocna tkanina tapicerska) z naszytymi logotypami, wyciętymi z... bawełnianych, firmowych koszulek :D
Powstało coś takiego (kilka zdjęć z "procesu produkcji" i... dwie strony torby ):








sobota, 6 września 2014

Idę do przedszkola, idę pierwszy raz... :)

Początek września już chyba zawsze będzie mi się kojarzył z pierwszymi dniami moich dzieci w przedszkolu. O ile Dalia, starsza córka, aklimatyzację przeszła bezproblemowo, o tyle Cyntia, młodsza, dała popalić zarówno nam - rodzicom, jak i całemu personelowi przedszkolnemu. Całemu! Od dyrekcji po kucharki i intendentkę! Domyślacie się już zapewne, że starsza do przedszkola pochodziła, natomiast młodszy buntownik zakończył edukację przedszkolną po 3 tygodniach :D Co dziecięciu nie pasowało? Dżem dla przykładu... Podobno ten sam codziennie! Może to i wina moja, matki, bowiem od małego przyzwyczajałam dzieciaki do dżemów robionych przeze mnie własnoręcznie, a tu masz! Poszło maleństwo do szeroko reklamowanego przedszkola i podano jej na chlebku jakąś galaretowatą breję, w której cząstkę owocu z lupą szukać :) Oczywiście nie jadła! Kożuch na mleku - nie piła! Obiad nie taki - strajk głodowy... I rzecz najgorsza z najgorszych: leżakowanie!!! Oczywiście przez trzy tygodnie edukacji nie położyła się ani razu, przesiedziawszy na leżaku z ponurą miną (ponoć lekko kimając na siedząco, jak zeznała pani). A ja, matka rękodzielniczka, starałam się, by moje dziecię miało śliczną, niepowtarzalną pościel... I worek na kapcie... :)
Baliśmy się, nakręcani przez znajomych, że brak edukacji przedszkolnej odbije się na niej negatywnie. Zupełnie niepotrzebnie, gdyż do tzw. grupy zerówkowej poszła o rok wcześniej, do pierwszej klasy też, a następnie przez całą szkołę podstawową, gimnazjum i liceum, rok w rok, przynosiła świadectwa z czerwonym paskiem. Nauka zawsze przychodziła jej łatwo; najwięcej materiału zapamiętywała z lekcji, więc w domu nie widziałam jej ślęczącej nad książkami. Dlatego jeśli słyszę, że osoba, której dziecko z jakichś względów nie może lub nie chce uczęszczać do przedszkola, martwi się o to, że brak takiego "startu" w czymś dziecku może przeszkodzić, mówię - bez paniki! Da radę! Naprawdę :) Jeśli ty uwierzysz w swoje dziecko, ono też uwierzy w siebie :)

***
Wrzesień... Szkoła i przedszkole = czas woreczków :)